Kolacja zakończyła się w rozmyciu śmiechu, brzęku talerzy i deklaracji Babci, że jest „za stara na tylu głośnych wnuków”. Wszyscy rozeszli się po tym, niektórzy do salonu, inni na podwórko, reszta popłynęła na górę. Czekałam. Pozwoliłam, by hałas ucichł. Udawałam, że pomagam przy naczyniach wystarczająco długo, by korytarz opustoszał, zanim rzuciłam się cicho w stronę schodów. Prawie mi się udało.






