W Podziemiu poranek był cichy, o ile w ogóle można tu mówić o poranku. Nie było słońca, tylko przyćmiona zmiana w poświacie wymiaru, jakby samo światło było wciąż na wpół uśpione. Ja nie byłem. Nie spałem od godzin, wpatrując się w ten niedorzeczny mur z poduszek między nami, starając się nie myśleć o tym, jak jej oddech zrównał się z moim gdzieś w środku nocy. Każdy cichy wydech był miarowy i ryt






