**Elliot**
To była tortura. Ta z gatunku tych dobrych. Taka, która paliła powoli i cicho, sprawiając, że zastanawiałem się, jak, u diabła, mam w ogóle oddychać. Nie robiła tego od lat. Nie wtulała się we mnie, nie opuszczała gardy na tyle długo, by po prostu trwać. Ostatnim razem, gdy zasnęła na mojej piersi, była na tyle mała, że mieściła się cała pod moim ramieniem, samymi kościstymi kolanami i






