Obudziłam się wcześnie następnego ranka, czując się odświeżona pomimo późnej nocy i być może odrobinę za dużej ilości wina. Chris już wstał i pakował nasze torby, krzątając się po pokoju, gdy tylko wygramoliłam się z łóżka.
– Dzień dobry, śpiochu – powiedział z uśmiechem, spoglądając przez ramię, gdy upychał sweter do walizki. – Gotowa, by ruszyć do watahy Moonshine?
Przytaknęłam, przeciągając s






