Ava
Wracaliśmy do salonu, ściskając mocno w dłoniach pozytywkę. Jej ciężar wydawał się znaczący, jakby zawierała w sobie coś więcej niż tylko metal i mechanizmy. Ten dziwny krzyk wciąż zdawał się rozbrzmiewać w moich uszach, wywołując dreszcz na plecach.
Zara czekała na nas w salonie, otoczona teraz sigilami i małymi wiązkami gałązek i sznurka, przypominającymi kukły, które umieszczała w mieście






