Rozdział 106
Punkt widzenia Maximiliana
Sala posiedzeń zarządu była dusząca. Gęste powietrze przesiąknięte było desperacją i potem, choć sama sala była nieskazitelna, a jej szklane ściany odbijały przyćmione światło pochmurnego dnia na zewnątrz. Siedziałem na czele długiego, wypolerowanego stołu, z wyprostowanymi plecami i chłodnym wyrazem twarzy, choć w środku czułem się, jakbym stał na skraju ro






