Rozdział 114: Punkt Widzenia Maximiliana
Gwałtowne pukanie do drzwi mojego gabinetu wyrwało mnie z zamyślenia. Wpatrywałem się w niekończące się raporty finansowe rozłożone na biurku, a czerwone liczby krzyczały jak syreny alarmowe. Pulsowały mi skronie i czułem ciężar całej firmy przygniatający moje ramiona.
– Wejść – powiedziałem szorstko, moim głosem ochrypłym od godzin milczenia.
Drzwi otworzy






