Thane
SUV śmierdział szczynami, potem i żelazem. Łańcuchy klekotały w rytm drogi, każdy wstrząs szarpał nadgarstki i kostki Nikolaia do żywego mięsa. Siedział zgarbiony na tylnym siedzeniu, zakneblowany i z workiem na głowie, każdy płytki oddech był dowodem na to, że jeszcze nie udało mu się umrzeć. Nie pozwoliłem mu. Jeszcze nie.
Cyrus jechał obok niego, kolana mu podskakiwały, nóż stukał o szybę






