Thane
Powietrze gęstnieje od wściekłości, gdy wpadamy z powrotem do domu watahy. Mój wilk szarpie się pod skórą, drapiąc pazurami, domagając się krwi za to, co nam odebrano. Co mi odebrano. Cyrus jest u mojego boku, ze ściśniętą szczęką i oczami płonącymi tą samą morderczą intencją, którą czuję w piersi. Nikt nie mówi ani słowa. Każdy krok niesie ze sobą tę samą przysięgę: rozniesiemy ziemię w pył






