Deckard
Leonard i ja słaniamy się na nogach, przemierzając ulice, aż jakimś cudem trafiamy na całkiem ruchliwy targ.
– Czekaj tutaj. Popytam ludzi – mówi Leonard, sadzając mnie na kłodzie, po czym znika w tłumie.
Pozostaję czujny, skanując otoczenie w poszukiwaniu kogokolwiek, kto mógłby pomóc.
– Hej, chory człowieku! – woła mała dziewczynka, podchodząc do mnie.
Wygląda na nie więcej niż osiem czy






