Mówią, że prawdziwi mężczyźni nie płaczą łatwo, ale Stanley tym razem był naprawdę przerażony. Quinlyn cierpliwie czekała, aż wypłacze się, podając mu chusteczki. Nagle zdała sobie sprawę, że od niej śmierdzi.
– Czyli wiesz, że śmierdzisz? – Stanley przewrócił oczami, gdy obwąchała swoje ubranie. – Kiedy cię przyprowadziliśmy, żeby sprawdzić rany i przebrać, kurczowo trzymałaś się koszuli. Nic nie






