Quinlyn pędziła na nartach, ile sił w nogach, ale gdy zbliżyła się do lasu po drugiej stronie, ujrzała scenę chaosu.
Ogromny świerk runął, rozrzucając śnieg w chwili upadku. Wiatr smagał jej twarz, czyniąc jej usta bladymi.
Pochmurne niebo rzucało posępny cień na las. Dostrzegła kształt niedźwiedzia brunatnego zmiażdżonego pod powalonym drzewem, z którego szyi sączyła się krew. Niedźwiedź został z






