Delikatne opuszki palców musnęły czoło Quinlyn.
Spojrzała w górę – i zobaczyła to znajome, opanowane ciepło w oczach Leiki.
Cicha, swoista siła. Miękkość wykuta ze stali.
Leica się uśmiechała. Ale Quinlyn wiedziała – ona chciała, żeby ci ludzie nie żyli.
Tymczasem reszta ochrony rodziny Barkerów przybyła, przewyższając ich liczebnie.
W mgnieniu oka otoczyli salę bankietową, nie pozostawiając żadne






