Weszła z uniżonym szacunkiem, przepełniona tą samą nerwową energią, co pierwszego dnia. Stojąc przede mną, skubała palce, a jej twarz przypominała maskę pokory.
Zmierzyłam ją chłodnym spojrzeniem, wyczuwając, że przyszła dobić targu.
I rzeczywiście, po długim, przeciągłym spektaklu, na który nie zareagowałam, w końcu przejęła inicjatywę.
– Proszę pani! – zawołała potulnie. Obserwowałam ją, unosząc






