Punkt widzenia Declana
Dwóch Betów walczących wręcz.
Patrzyłem, jak się chwytają, obaj próbując zyskać przewagę, ale dla mnie jest całkiem oczywiste, kto jest silniejszy. Mój Beta, Jaxson.
Jaxson uśmiecha się złośliwie, gdy drugi Beta obraca nim i rzuca go na ścianę.
Jaxson wydaje z siebie dziwny dźwięk, gdy jego ciało uderza o ścianę.
Kręcę głową na tego idiotę, który jest mi jak brat. Udaje, że jest ranny. Za dobrze się bawi kosztem tego faceta. Pozwala mu myśleć, że jest silniejszy.
Nagle Jaxson wydaje cienki okrzyk, gdy beta trzyma go za gardło, warcząc. Jaxson drży, podnosząc ręce w geście poddania.
"Proszę, nie rób mi krzywdy! Nie jestem zbyt silny!"
Patrzyłem, jak beta uśmiecha się, trzymając Jaxsona za gardło. Napiera na mojego Betę, a wtedy Jaxson unosi na niego brew.
Beta warczy ponownie, ocierając się o niego biodrami.
"O rany stary, to kurewsko obrzydliwe!"
Mówi Jaxson, zanim zaczyna warczeć. Chwyta go za gardło i rzuca nim przez cały pokój. Jaxson pospiesznie ociera spodnie, jakby mógł w ten sposób zetrzeć to obrzydliwe ocieranie, którego przed chwilą doświadczył ze strony tamtego Bety.
"Stary, widziałeś tego obrzydliwego dupka! Muszę teraz spalić te pieprzone spodnie! O moja Bogini, to było takie ohydne!"
Beta warczy, podnosząc się z podłogi i odpychając się od komody, w którą przed chwilą uderzył.
Pokręcił głową, po czym znowu zawarczał i rzucił się na Jaxsona.
"Dobra, skończyłem się bawić! Przekroczyłeś granicę, kiedy przycisnąłeś do mnie swojego obrzydliwego, małego kutasa!"
Powiedział Jaxson, po czym wydał z siebie warkot.
Patrzyłem, jak oczy Bety rozszerzają się z szoku, gdy dłoń Jaxsona przebiła jego klatkę piersiową.
Jaxson zawarczał, wyciągając rękę i popychając Betę do tyłu, a jego ciało osunęło się na ziemię.
Ponownie warczy, po czym rzuca sercem w ciało Bety.
"Nigdy więcej kurwa tego nie rób! Niech to szlag!.... Będę miał teraz koszmary!"
Mówi Jaxson, wzdrygając się. Znów zaczyna desperacko klepać się po kroczu, próbując wymazać coś, co, jak się tylko domyślam, jest obrzydliwym uczuciem kutasa tamtego Bety przyciśniętego do jego własnego. Ale robiąc to, wciera sobie krew w całe spodnie.
"O kurwa, ci kolesie są obrzydliwi!" mówi Jaxson, po czym pada na podłogę i zagląda pod łóżko.
Wstaje, wparowuje do łazienki, by niemal natychmiast z niej wyjść. Patrzę z rozbawieniem, teraz jest zły.... Wchodzi do szafy, rozpychając rzeczy na boki i waląc w ścianę. Szuka jakichkolwiek ukrytych drzwi.
"Dobra, zabierz mnie z tego pieprzonego pokoju, zbiera mi się na rzygi!"
"Sam zdecydowałeś się udawać, że jesteś słabszy."
"Ta, to było zabawne i szło nieźle, dopóki ten obrzydliwy palant nie przycisnął do mnie swojego twardego kutasa. Jakim cudem to cholerstwo stwardniało tak szybko przy tym wszystkim, co się dookoła dzieje?!... Ahhh!"
Powiedział Jaxson, zanim krzyknął, kopiąc martwe ciało.
"Chodźmy, mamy więcej pokoi do sprawdzenia."
Stwierdził Jaxson, wybiegając burzliwie z pokoju. Patrzyłem, jak wchodzi prosto przez korytarz do sąsiedniego pomieszczenia. Zawarczał, rzucając się na wojownika, który tam stał.
Usłyszałem, jak warczenie Jaxsona staje się jeszcze głośniejsze.
"Ty pierdolony, obrzydliwy skurwielu!"
Krzyknął.
Szybko zajrzałem do pokoju. Tylko po to, by mój żołądek zwinął się w supeł, gdy zobaczyłem w kącie cholerną, wielką klatkę dla psa z pieprzonym Omegą w środku.
"Chyba sobie, kurwa, żartujesz!" krzyknąłem.
Jaxson nie tracił czasu i skręcił kark tego chorego skurwysyna.
"Nie, nie, nie, nie, nie!"
Usłyszałem gorączkowy głos jednej z moich wojowniczek, Stelli.
Spojrzałem wzdłuż korytarza i zobaczyłem, jak zagląda do każdego pokoju z oczami pełnymi łez. Rozszerzała nozdrza z każdym otwartym pomieszczeniem, podążając za zapachem.
Jej głowa kręci się na wszystkie strony, a nozdrza pracują. Desperacko próbuje odnaleźć zapach, który wyczuła. Cofam się, domyślam się już, dokąd to ją zaprowadzi... Rzecz jasna.
Patrzę, jak wbiega do pokoju, a jej dłonie zakrywają usta, gdy bierze ostry wdech.
Zajmuje jej zaledwie chwilę, by się opanować, po czym biegnie do przodu, rzucając się na kolana przed klatką, wyrywając drzwiczki.
Mały Omega krzyczy, próbując zwinąć się w jeszcze mniejszą kulkę.
"Już w porządku, kochanie, już tu jestem! Jesteś bezpieczny!"
Mówi, po czym sięga do środka, ignorując jego ciche skamlenia, gdy próbuje od niej uciec. Oplata go dłońmi, a następnie wyciąga na zewnątrz.
On krzyczy z przerażenia, ale ona po prostu otacza go ramionami, wciskając jego twarz w swoją szyję, podczas gdy swoją twarz wtula w niego.
Siedzi na podłodze, kołysząc go w tył i w przód, podczas gdy sama płacze.
Niezbyt często widywałem dominującą samicę, a co dopiero taką, której przeznaczonym okazuje się męski Omega.
Właściwie to dopiero drugi raz, kiedy coś takiego widzę, i pierwszy raz w mojej własnej watasze.
"Nick, możesz jej pomóc wrócić do domu watahy?"
Zwróciłem się do mojego wojownika, który stał obok, obserwując rozwój wydarzeń. Wyrywa się z zamyślenia w ułamku sekundy, gdy tylko wypowiadam jego imię.
"Tak, Alfo!"
Powiedział, odsuwając się na bok i czekając, aż kobieta wyjdzie z pokoju. Patrzyłem, jak Jaxson kończy sprawdzać pomieszczenie. Zaglądał pod łóżko, do łazienki i do szafy.
"Zostaw te drzwi dla mnie!"
Powiedziałem do Richarda, który właśnie przygotowywał się, by położyć dłoń na klamce.
Te drzwi były ozdobne, różniły się od pozostałych. To na pewno drzwi Alfy!
Pomyślałem, zbliżając się do nich. Patrzyłem, jak reszta moich wojowników mija to wejście, kontynuując swoją misję i wchodząc do każdego z pozostałych pokoi.
Sięgam dłonią i chwytam za klamkę, oczywiście jest zamknięte. Robię krok w tył, warcząc, po czym z całym impetem uderzam barkiem w cholerne drzwi.
Wydają z siebie głośny trzask, gdy pękają i rozpadają się na kawałki. Części drzwi otwierają się z rozmachem, po czym uderzają w ścianę, podczas gdy inne odłamki lecą w powietrze.
Patrzę przed siebie i widzę, że ten palant stoi przy ścianie i gapi się na mnie.
Zrobiłem kilka kroków w głąb pokoju, warcząc na niego. On tylko uśmiechnął się złośliwie, delikatnie kołysząc szklanką. Podniósł ją do ust, wypijając resztę trunku, po czym rzucił szklanką we mnie. Uchyliłem się i usłyszałem, jak roztrzaskuje się na ścianie za mną.
"No dajesz, mały chłopcze, na co kurwa czekasz?" zawarczał Alfa Victor.
"Mogę być młodszy od ciebie, stary człowieku, ale z pewnością nie jestem mały!"
Powiedziałem, ruszając w jego stronę, patrząc z góry na tego niskiego gnojka, który właśnie nazwał mnie małym.
Ten idiota próbował uciec, rzucił się w lewo, podczas gdy ja myślałem, że pobiegnie w prawo. To była jedyna logiczna droga ucieczki bez konieczności czołgania się przez łóżko.
Ale on wybrał właśnie czołganie się przez łóżko, czego nie przewidziałem.
Na szczęście, jestem szybszy, niż ten stary dupek potrafi pełzać. Chwyciłem go za kostkę, szarpnąłem do tyłu i cisnąłem nim o ścianę.
Jęknął, gdy uderzył w ścianę, a następnie osunął się na podłogę. Zawarczał, odbijając się od podłoża, po czym rzucił się na mnie.
Wreszcie! Pomyślałem, chwytając go za gardło, podnosząc w górę, a następnie uderzając nim z impetem w tył, na jego własne plecy.
Uśmiechnąłem się z satysfakcją, słysząc, jak zapiera mu dech w piersiach. Próbował mnie kopnąć, ale chwyciłem jego stopę, warcząc, i pociągnąłem do tyłu, po czym podniosłem go, zakręciłem nim i puściłem, rzucając nim w ścianę. Tym razem uderzył w mur, a następnie wylądował na komodzie. Wszystko pękło i roztrzaskało się na kawałki, w tym lustro.
Zawarczał, sięgając w dół i chwytając duży odłamek szkła. Odepchnął się od komody i rzucił się na mnie z dłonią wzniesioną w górę.
Mógłbym się roześmiać, widząc, jaki jest powolny. To było jak oglądanie wszystkiego w zwolnionym tempie. Złapałem jego rękę, gdy próbował mnie dźgnąć.
Trzymając prawą ręką jego nadgarstek, lewą dłonią uderzyłem w wewnętrzną stronę jego łokcia, zmuszając jego rękę do wygięcia się.
Jednocześnie pchnąłem w jego stronę i patrzyłem, jak szkło przebija na wylot jego gardło.
Jego oczy otworzyły się szeroko, spróbował nabrać powietrza, ale to wywołało tylko kaszel. Co oczywiście tylko pogorszyło sytuację, gdy krew zaczęła tryskać mu z ust. Zrobiłem krok w tył, patrząc, jak ten skurwiel pada na podłogę i powoli umiera.
Jaxson podszedł do mnie, ale obaj gwałtownie podnieśliśmy głowy, gdy usłyszeliśmy dźwięk krzyku i płaczu. To było blisko, brzmiało jak ktoś bardzo młody.
Znalezienie przycisku, który otwierał ukryte drzwi, zajęło nam trochę czasu. Wyglądały one tak, jakby były częścią ściany.
Weszliśmy do ciemnego pokoju, w którym śmierdziało krwią, szczynami i gównem.
"Co to kurwa jest?"
Powiedział Jaxson, gdy obaj rozejrzeliśmy się po pomieszczeniu. Wszędzie wisiało mnóstwo narzędzi tortur. Łańcuchy, baty i wiele, wiele innych.
Na środku podłogi znajdowała się czerwona ławka, cała umazana krwią, z łańcuchami na górze i na dole.
Co wyraźnie wskazywało, że kogoś do tej ławki przypinał, i to dość często, sądząc po stopniu zużycia.
"Jasna cholera!" powiedział Jaxson, gdy tylko nasz wzrok padł na niego.
"O Bogini, co ten potwór zrobił?!"
Powiedziałem, momentalnie czując mdłości na widok tego, co zobaczyłem.
Jego biedne, małe ciało drżało, gdy płakał. Jego małe oczka były mocno zaciśnięte.
Był tak potwornie chudy, o Bogini. Był taki chudy! Dosłownie widać każdą, pojedynczą kość w jego ciele!
Jest cały we krwi. Wygląda na to, że Alfa używał na nim bata z metalowymi zadziorami.
Gdy bat uderza w skórę, metal się w nią wbija. Kiedy więc pociąga do tyłu, zrywa skórę z ciała.
I widać wyraźnie, że zastosował ten proces na niemal każdym centymetrze jego ciała z wyjątkiem twarzy. Na twarzy najwyraźniej używał swoich pięści.
Ale jego nogi, tułów i, dam głowę, jego plecy prawdopodobnie wyglądają tak samo.
Wygląda tak młodo, moja Bogini, ile on ma lat?
Zbliżam się do niego powoli, a on zaczyna jeszcze bardziej skomleć. Jego ciało drży z jeszcze większą siłą.
Nawet pod warstwą krwi i brudu jego ręce wydają się blade z niebieskawym odcieniem.
Wygląda na to, że wisiał tu tak długo, że cała krew odpłynęła mu z rąk. Zastanawiam się, czy on je w ogóle jeszcze czuje?
"Hej, mały, nie zrobię ci krzywdy."
Powiedziałem, podchodząc do niego.
Bałem się go nawet dotknąć, każdy centymetr jego ciała wyglądał tak boleśnie. Jego biedna twarz jest spuchnięta, we wszystkich możliwych odcieniach fioletu, błękitu i czerwieni.
Wyciągnąłem rękę, ale gdy tylko moje dłonie go dotknęły, zaczął krzyczeć, a jego ciało drżało jeszcze bardziej. Wyglądało to tak, jakby próbował się odsunąć, próbując szarpać się własnym ciałem, żeby ode mnie uciec.
Ale jest tak słaby, że ledwo może się ruszyć.
"Hej, hej, uspokój się. Przysięgam, że nie zrobię ci krzywdy!... Jestem tu, żeby cię uratować, zabiorę cię stąd. Musisz mi zaufać, dobrze.
Gdziekolwiek cię dotknę, będzie bolało, bo on tak bardzo cię skrzywdził. Ale jeśli będziesz się rzucał, gdy cię złapię, będzie bolało jeszcze bardziej."
Powiedziałem, słysząc, jak łamie mi się głos, gdy na niego patrzę. Desperacko próbowałem wymyślić sposób, w jaki mógłbym go dotknąć, nie zadając mu bólu. Obchodzę go dookoła i żołądek podchodzi mi do gardła, jego plecy wyglądają gorzej niż przód.
Nie ma mowy, żebym mógł go dotknąć i nie sprawić mu bólu.
"Tak mi przykro, że cię skrzywdził, nie chcę zadać ci bólu, ale to prawdopodobnie zaboli."
Powiedziałem i po prostu to zrobiłem. Oplotłem go ramionami, sięgając ponad nim i chwytając za łańcuch. Szarpnąłem w dół z całej siły, słysząc pęknięcie rozrywanego łańcucha.
Jaxson momentalnie znalazł się obok mnie, sięgając w górę, by zerwać drugi łańcuch.
Krzyknął z bólu, gdy tylko go chwyciłem. Jego ramię opadło bezwładnie wzdłuż ciała. Nawet nie próbował go podnieść ani nim poruszyć. Prawdę mówiąc, nie jestem nawet pewien, czy w ogóle potrafi. Gdy tylko drugi łańcuch pękł, jego głowa opadła na mnie bezwładnie.
Słyszę, jak pękają kolejne dwa łańcuchy, zrywane przez Jaxsona – te, które były owinięte wokół jego kostek.
Zwisał luźno w moich ramionach, nie próbując nawet się ruszyć. Po prostu płakał.
To definitywnie coś mi potwierdziło: on dosłownie nie ma nawet siły, żeby z tym walczyć.
Jaxson wraca z małym kocem, ostrożnie owijamy nim chłopca i dzięki temu jestem w stanie lepiej go trzymać.
Gdy znoszę go po schodach, wreszcie mogę zobaczyć jego twarz. Powoli otwiera oczy; jego niebieskie tęczówki rozglądają się dokoła, gdy schodzę w dół.
Wyglądał na przerażonego, tak bardzo się bał, rozglądając się po okolicy. Usłyszał głośny hałas, na co wzdrygnął się i wydał z siebie ciche skamlenie. Jego twarz znów opadła na moją pierś, a on zamknął oczy.
"Nie martw się, mały, jesteś już bezpieczny."
Powiedziałem, wychodząc z nim przez główne drzwi.
![Ocalony przez Alfę: Blizny Noaha [MM]-placeholder](/images/default.webp)
![Ocalony przez Alfę: Blizny Noaha [MM]](https://cos.storiesnook.com/2026/03/27/2f8b2936c0ba4205abe3cbe5f4a6913c.jpg?imageMogr2/crop/190x328/gravity/centerd)




