Punkt widzenia Declana
Dzięki Bogini mam wspaniały system wsparcia i mogłem wziąć trochę wolnego. Pozwalam Jaxsonowi i Maddoxowi przejąć na chwilę obowiązki... To znaczy, jeśli Maddox nie spróbuje w międzyczasie zabić Jaxsona.
Biedny Maddox... Maddox był głównym celem żartów i psikusów Jaxsona.
Patrząc na to, jak się kłócimy, walczymy, ale jednocześnie kochamy jak prawdziwi krwi bracia, można by pomyśleć, że cała nasza trójka jest ze sobą spokrewniona.
Spoglądam na małą śpiącą istotkę; ten biedny malec zemdlał w samym środku ataku paniki.
Przyniosłem sobie trochę dodatkowych koców i poduszek, żebym mógł spać na szezlongu.
Spojrzałem na niego raz jeszcze, aż serce mnie boli, gdy na niego patrzę. Jego ciało jest w tak złym stanie.
Lekarz przyszedł wcześniej, gdy tamten był nieprzytomny. Po tym, jak się obudził, wtulając się w poduszkę i koce.
Lekarz przyszedł, aby go zbadać, póki był pozbawiony świadomości.
Podłączył mu również kroplówkę, ponieważ jest skrajnie odwodniony. Dał mu też kilka zastrzyków, jakieś antybiotyki na zwalczenie infekcji, którą miał na plecach.
Miejmy nadzieję, że dzięki temu jutro poczuje się trochę lepiej, a jego biedne, małe ciało przynajmniej w jakimś stopniu się zregeneruje.
Lekarz obejrzał jego rany i zbadał ogólny stan jego ciała. On nie ma ani grama ciała na kościach.
Na jego nogach nie ma absolutnie żadnych mięśni. To dosłownie skóra i kości!
Lekarz powiedział, że będzie bardzo zaskoczony, jeśli ten chłopiec będzie w ogóle w stanie chodzić.
Dał mu zastrzyk, by upewnić się, że nie obudzi się podczas opatrywania ran. Doktor stwierdził, że to jedne z najgorszych ran, jakie kiedykolwiek widział.
Zajął się jego ranami, niektóre z nich faktycznie wymagały założenia szwów. Kiedy skończył je zaopatrywać, założył mu bandaże.
Lekarz od razu ostrzegł mnie, że chłopak nie będzie miał zbytniego apetytu.
Doktor powiedział, że miejmy nadzieję, że poczuje głód, ale najprawdopodobniej będzie w stanie zjeść tylko kilka kęsów.
Nic ciężkiego, inaczej zwymiotuje. Tylko lekkie rzeczy, jak zupy.
Dzięki Bogini Clara jest doskonałym szefem kuchni i robi jedne z najwspanialszych zup.
Sprawdziłem jeszcze raz jego kroplówkę, zanim położyłem się na szezlongu.
Budziłem się kilka razy w ciągu nocy, gdy włączał się mój alarm.
Ustawiałem budzik, by doglądać go co dwie godziny. Wiem, że to może brzmieć jak lekka przesada, ale naprawdę bardzo się o niego martwię.
Chciałem się również upewnić, że nie wyrwał sobie kroplówki ani nie pozrywał bandaży.
Po sprawdzeniu kroplówki i upewnieniu się, że wciąż śpi, kładłem się z powrotem na szezlong i zapadałem w sen.
Niedługo później obudził mnie dźwięk cichego skamlenia i płaczu.
Szybko podszedłem do niego i poczułem ulgę, że nic mu nie jest, ale było jasne, że miał koszmar.
Pocił się, łzy spływały mu po twarzy i miotał się lekko na łóżku.
"Dlaczego on zawsze mnie rani?"
Usłyszałem, jak wypowiada to swoim cichym, małym głosikiem.
Moje serce pękło jeszcze bardziej, gdy usłyszałem jego słowa.
Usiadłem obok niego, uważając na to, jak go dotykam, nie chcąc wyrządzić mu krzywdy. Położyłem dłoń na jego ramieniu i lekko nim potrząsnąłem.
"Hej mały, obudź się!"
Powiedziałem cicho, potrząsając nim.
Jego oczy otworzyły się szeroko, a potem zaczął gorączkowo rozglądać się wokół. Myślę, że szukał jego, tego drania, który go skrzywdził.
"Hej, w porządku, on cię już więcej nie zrani."
Powiedziałem, próbując go uspokoić.
Jego wzrok wreszcie odnalazł moje oczy, po czym natychmiast uciekł w bok, spuszczając głowę tak, by na mnie nie patrzeć.
Wyciągnąłem do niego rękę, a on krzyknął przerażony i wzdrygnął się, cofając się w tył.
Jego oczy zacisnęły się mocno, gdy zaczął drżeć. Patrzyłem, jak jego mała klatka piersiowa gwałtownie unosi się i opada, widziałem, że nadciąga kolejny atak paniki, więc zacząłem cicho, kojąco mruczeć z głębi piersi.
Wypuszczając z siebie dźwięk najgłośniej, jak tylko potrafiłem.
Po kilku chwilach zauważyłem, że jego oddech zwolnił i wyrównał się. Jego oczy powoli się otworzyły i zaczęły przesuwać się w górę. Widziałem, że wciąż bał się na mnie spojrzeć, ale widziałem też, że bardzo tego chciał.
"Nie musisz się bać na mnie patrzeć, nigdy cię nie skrzywdzę, obiecuję!"
Powiedziałem najłagodniejszym głosem, na jaki było mnie stać. Niestety mój głos jest dość szorstki i głęboki.
Ale to chyba zadziałało, a jego wzrok ostatecznie wędrował wyżej, dopóki nie spotkał się z moim.
Uśmiechnąłem się do niego, gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały, ale on szybko odwrócił wzrok.
To był jakiś początek, jak sądzę. Domyślam się, że nie zostanie naprawiony w jeden dzień. Ale z pewnością będę się bardzo starał, by uzdrowić tego biednego malucha od wewnątrz i z zewnątrz.
Nagle wpadłem na pewien pomysł. Sięgnąłem do szafki nocnej i wyciągnąłem swoją latarkę.
Gdy tylko ją zobaczył, zakrył twarz rękami i zaczął cicho skomleć. Jego ciało zaczęło drżeć.
Spojrzałem na latarkę ze zdziwieniem, dopóki nie zdałem sobie sprawy, o co chodzi. Zapewne mogła przypominać coś, czym go bito.
Szybko pochyliłem się do przodu i wyłączyłem światło w pokoju, a następnie kliknąłem przycisk latarki.
"Hej, maluchu, nie zrobię ci krzywdy. Chciałem ci tylko pokazać coś fajnego... Patrz na to!"
Powiedziałem, umieszczając latarkę między kolanami.
"Jakie to zwierzę przypomina?"
Powiedziałem, układając dłonie przed latarką, po czym zacząłem formować króliczka przy pomocy rąk i palców.
Przez chwilę patrzyłem na niego; powoli opuszczał ramiona, aż w końcu mógł na mnie zerknąć. Skinąłem głową w stronę sufitu, a jego oczy powędrowały w górę.
Jego oczy otworzyły się szeroko, gdy zobaczył małego króliczka, którego stworzyłem. Jego ręce opadły bezwładnie, a on przechylił głowę, obserwując mój teatrzyk cieni.
Wyglądał na zdumionego, oglądając różne zwierzęta, które pokazywałem. Cienie dosłownie tańczyły na suficie, gdy tworzyłem jedno zwierzę po drugim.
Uśmiechnął się, gdy ułożyłem ptaka, i musiałem włożyć w to całą siłę woli, by nie chwycić go i nie przytulić. To był jego pierwszy uśmiech przy mnie. Jego twarz rozpromieniła się, gdy spojrzał na tego ptaka.
W tamtej chwili wiedziałem, że to jest coś, co będę robił każdego wieczoru.
Robiłem mu ten teatrzyk cieni tak długo, aż jego powieki zaczęły opadać.
Włączyłem lampkę stojącą obok niego, po czym wyłączyłem latarkę i ją schowałem.
"Myślę, że to powinno stać się częścią naszej rutyny przed snem, co ty na to?"
Powiedziałem, uśmiechając się do niego. Powoli nawiązał ze mną kontakt wzrokowy, a ja poczułem, jak mój uśmiech staje się jeszcze szerszy.
Niestety, szybko odwrócił wzrok, ale uznaję to za dobry znak. To wciąż krok naprzód. Staje się odważniejszy, złapał ze mną kontakt wzrokowy już po raz drugi tego wieczoru... A raczej, powinienem powiedzieć, tego ranka. Zważywszy na to, że jest 3:00 nad ranem.
Naciągnąłem na niego koc, uważając, żeby go nie dotknąć. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnę, to wywołanie u niego kolejnego ataku paniki.
"Dobranoc, mały."
Powiedziałem, odwracając się i ruszając z powrotem do szezlonga.
Leżałem tam, czekając, aż będę miał pewność, że zasnął, zanim sam pozwoliłem sobie na sen.
![Ocalony przez Alfę: Blizny Noaha [MM]-placeholder](/images/default.webp)
![Ocalony przez Alfę: Blizny Noaha [MM]](https://cos.storiesnook.com/2026/03/27/2f8b2936c0ba4205abe3cbe5f4a6913c.jpg?imageMogr2/crop/190x328/gravity/centerd)




