Punkt widzenia SAMANTHY
RONAN był jakiś nieobecny. Nie było w tym nic, co zrobił lub czego nie zrobił, ale po prostu wyczuwałam tę aurę. Był daleki, a ja nie potrafiłam nawet wyjaśnić dlaczego. Brzmiało to jak szaleństwo.
Nadszedł weekend parapetówki u Aurory i, choć zazwyczaj odczuwałam niepokój w sytuacjach towarzyskich, z radością wyszłam z domu w tę sobotę. Pochodziłam z innego środowiska niż






