Punkt widzenia SAMANTHY
Okropny. Tak bym opisała godzinę poprzedzającą lunch, na którym miałam poznać rodziców Ronana.
– Jesteś pewien, że nie możesz ze mną być? – pytam go już któryś raz z kolei, a on podnosi wzrok znad telefonu, w który coś stuka, leniwie wylegując się na kanapie.
Była niedziela, dokładnie tydzień po tym, jak Ronan zgodził się na stanowisko, które zaproponowała mu Jill. Opanowan






