Ronan wyprowadził mnie z tłumu, jego dłoń ciepła i pewna spoczywała na dole moich pleców. Pokój zdawał się oddalać, gdy przechodziliśmy przez rozległe korytarze posiadłości Whitlocków. Nerwy wciąż miałam napięte po całym wieczorze, ale obecność Ronana w pewien sposób mnie uspokajała.
– Gdzie idziemy? – zapytałam cicho, spoglądając na niego.
Nie odpowiedział od razu, jego twarz była nieczytelna, gd






