Luca oświadczył mi się tak, jakby proponował wspólne pójście na mecz koszykówki.
Roześmiałam mu się w twarz, bo naprawdę myślałam, że to żart, dopóki na jego twarzy nie drgnął żaden mięsień.
– Mówisz poważnie? – zapytałam stanowczo, a on odpowiedział: "Bardzo". Następnie oznajmił, że mimo iż nie chce, musi być obecny na pogrzebie ojca i wróci tu, jak tylko to załatwi. I że mam czas do jego powrotu






