– Kiedy już tam będziesz, wyślę kilku ludzi, żeby cię chronili. Nie martw się, nie pozwolę, żebyś cierpiał – powiedziała ponownie Xyla Quest.
– Naprawdę wysoko go cenisz. – Stanley Batton uśmiechnął się z politowaniem; wyglądał przy tym tak spokojnie, jakby był samym imperatorem.
– Na wszelki wypadek... Chociaż wiem, że jesteś sprawny, ale... co jeśli?
– Nie ma żadnego „co jeśli”, sam to załatwię.






