Śniadanie było koszmarnie niezręczne, bo Milo wpatrywał się w Lucianę, a ona rumieniła się tak bardzo, że myślałem, że ten kolor na jej policzkach zostanie tam na zawsze. W końcu miała go dość i spojrzała mu prosto w oczy.
– Co, Milo? – Uśmiechnąłem się szeroko, odchylając się na krześle i obserwując ich wymianę zdań.
– Nie mogę uwierzyć, że po prostu kontynuowałaś. – Milo dalej jadł i prawdopodob






