languageJęzyk

Niech rozpocznie się gra

Autor: L1VIA 25 lut 2026

Z balkonu Blackwell Grand Hotel roztaczał się widok na miasto tętniące bogactwem, sekretami i bezwzględną walką o władzę. Alex stał z kieliszkiem wina w dłoni, pozwalając, by chłodne nocne powietrze muskało jego skórę. Obok niego Zoe przysunęła się bliżej, oplatając ramionami jego talię, jakby zaznaczała swoje terytorium.

– Jak długo zamierzasz ciągnąć tę grę? – zapytał.

Zoe zachichotała cicho, a jej usta omiotły jego ucho. – Robi się bardzo interesująco, Alexandrze. Nie psuj zabawy.

Mruknął coś, ani nie potwierdzając, ani nie zaprzeczając, z wzrokiem utkwionym w horyzoncie. Jego myśli uciekły w stronę kelnerki.

– Nie mogę uwierzyć, że zgodziła się tak szybko – powiedziała Zoe, wdzierając się w jego rozmyślania.

– Mówiłem ci, to jedna z Turnerów – odparł Alex lekceważącym tonem.

Zoe przechyliła głowę, a jej blond włosy kaskadą opadły na ramię, gdy mu się przyglądała. – Poważnie, kochanie, przekupywanie jej pieniędzmi powinno być uznane za oszustwo. Gdzie tu wyzwanie?

Alex odwrócił lekko głowę, rzucając jej ostre spojrzenie. – Nie ma zasad, które by tego zabraniały, Zoe. A czego się spodziewałaś? Że oczaruję ją słodkimi słówkami i namówię na randkę? Zwykła rozmowa z nią jest wystarczająco bolesna. Zaoferowałem to, czego Turnerowie są niewolnikami – jedyną rzecz, na którą reagują. – Jego usta wykrzywiły się w drwiącym uśmieszku. – I jak na idealną przynętę przystało, połknęła haczyk.

Zoe zadrżała, ale nie z zimna. Jej uśmiech się poszerzył, a w oczach błysnęły iskierki złośliwości. – Boże, kochanie, twoja nienawiść do nich przyprawia mnie o dreszcze. To znaczy, rozumiem to. Powinieneś ich nienawidzić, ale… to nie tak, że cała rodzina cię skrzywdziła. Tylko jej brat wdał się w układy z Julianem.

Wyraz twarzy Alexa stwardniał, a jego ostra linia szczęki napięła się. Jego głos był zimny i wyważony. – A kim jest jej brat, Zoe?

– Turnerem – szepnęła z nikczemnym uśmiechem, wyraźnie zadowolona z jego reakcji. – Ale muszę przyznać, kochanie… patrzenie, jak się wijesz za każdym razem, gdy o niej mówisz, sprawia, że ta gra jest o wiele bardziej zabawna. Twój ból i dyskomfort? Czyste złoto.

Alex nie odpowiedział. Dopił resztę wina i ponownie skierował wzrok na miasto, a jego myśli były mroczniejsze niż nocne niebo.

Mia stała za barem w Casa Lounge, wycierając szklanki i próbując zignorować skurcz w żołądku. Minęły dwa dni, odkąd widziała Alexandra Blackwella, i nie była pewna, czy silniejsza była ulga, czy rozczarowanie.

Jego wiadomość wciąż tkwiła w jej głowie, drwiąc z niej.

Trzy randki. Pięć tysięcy za każdą.

To nie było normalne. Nic w tym nie było normalne. Jaki mężczyzna płaci tyle pieniędzy za randkę? Kto w ogóle płaci za randkę?

Przerwała wycieranie, a jej odbicie w szkle przykuło jej uwagę. Nie potrzebowała takiego chaosu w swoim życiu.

Drzwi do Casa Lounge otworzyły się z rozmachem. Mia odwróciła głowę i zamarła.

Alexander Blackwell.

Nie był sam. Jego dwaj przyjaciele, Lucas i Sam, szli po jego bokach, śmiejąc się z czegoś, czego nie mogła usłyszeć. Ale wzrok Alexa był utkwiony w niej od momentu, gdy wszedł do baru.

Mia poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła, a jej dłonie zacisnęły się na blacie, by utrzymać równowagę. Nie mogła się ruszyć. Nie mogła odwrócić wzroku. Szedł w jej stronę, a jego mroczna, władcza obecność przyciągała spojrzenia wszystkich w lokalu.

Zaschło jej w gardle, gdy pokonał dzielący ich dystans.

– Jutro po pracy – powiedział Alex niskim, gładkim głosem. – Odbiorę cię.

To było wszystko. Żadnych wyjaśnień, żadnych uprzejmości. Tylko stwierdzenie wygłoszone z absolutną pewnością siebie.

Zanim Mia zdążyła odzyskać głos, odwrócił się i poszedł do tylnego kąta sali, gdzie jego przyjaciele już zajmowali lożę.

Mia wypuściła gwałtownie powietrze, mocniej zaciskając palce na blacie. Kolana miała jak z waty i była pewna, że jej twarz płonie.

– O co tu chodziło? – szepnęła Emily, jej współpracownica, trącając ją łokciem.

– O nic – rzuciła szybko Mia drżącym głosem.

Emily uniosła brew. – O nic? To był Alexander Blackwell. On nie podchodzi tak po prostu do ludzi, Mio.

– Daj spokój – mruknęła Mia, skupiając się na szklance w dłoni. Ale jej serce waliło tak mocno, że czuła, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi.

Zerknęła w stronę loży, gdzie Alex siedział z przyjaciółmi. Nie spojrzał w jej stronę ponownie, śmiejąc się z czegoś, co powiedział jego kolega, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że był całkowicie świadomy każdego jej ruchu.

O Boże, w co ja się wpakowałam...

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki