Julian gapił się na matkę, jakby całkowicie postradała zmysły. Jego oczy zwęziły się, a po twarzy przemknęło zmieszanie, jakby nie był pewien, czy dobrze usłyszał.
– Mamo… o czym ty mówisz? – zapytał powoli, głosem chropowatym od niedowierzania.
Esther Blackwell oparła się wygodnie w fotelu, splatając palce na blacie biurka. Ton syna nie wyprowadził jej z równowagi, ani trochę. Zamiast tego spojrz






