Ocknąłem się następnego ranka, przebrałem się i zszedłem na dół popływać. Albo Vincent nie przyszedł, albo ja go przegapiłem. Zanim wróciłem i wziąłem prysznic, było już prawie siódma. Kiedy idę wziąć telefon z szafki nocnej, gdzie się ładuje, zauważam czarne aksamitne pudełko.
Szeroki uśmiech wykwita na moich ustach. Prawie oślepiają mnie lśniące diamenty, kiedy je otwieram, a oddech grzęźnie mi






