Elizabeth podała owoce Veronice. – Zjedz ze mną. Sama wszystkiego nie zjem.
Jako że odmowa byłaby nietaktem, Veronica wzięła widelec i ugryzła kawałek owocu. – Miękkie i słodkie. Babciu, spróbuj.
Nie zwracając uwagi na Matthew, który był tuż obok, paplały bez końca. Dopiero po krótkiej chwili Elizabeth przeniosła na niego wzrok. – Biedna dziewczyna, Tiffany, przyszła dzisiaj i wypłakała morze łez.






