Chciałam go powstrzymać, powiedzieć, że nie musi iść wbrew sobie i godzić się na to zaaranżowane małżeństwo, że możemy razem uciec… Ale zanim zdążyłam cokolwiek z siebie wydusić, szybko się ubrał i wyszedł z pokoju, nie rzucając nawet słowa „do widzenia”. Usłyszałam, jak drzwi wejściowe się otwierają i zamykają, a potem go już nie było. I znowu zostałam sama.
W piersi mnie ściskało. Zerwałam się






