Nina
Czajnik gwizdnął przenikliwie, wyrywając mnie z zadumy, w którą zapadłam. Z westchnieniem odłożyłam książkę i poszłam do kuchni.
Było po północy, a dom wypełniała niepokojąca cisza, która tylko pogłębiała moje zmartwienie o Enzo. Powiedział, że jedzie się przejechać i zaraz wróci. Minęły godziny, a „zaraz” wydawało się wiecznością.
Nalewając gorącą wodę do filiżanki, wrzuciłam torebkę herbaty






