Staliśmy tam jeszcze chwilę, obserwując, jak Enzo i Tyler kontynuują grę. Tyler zdawał się nigdy nie tracić energii i okazał się godnym przeciwnikiem dla Enza.
Uśmiechałam się tak szeroko, obserwując ich, że w końcu bolała mnie twarz, i dopiero gdy odezwała się moja mama, zdałam sobie sprawę, że cały czas dotykałam brzucha, podświadomie połączona z małym życiem niespodziewanie rosnącym we mnie.






