Podszedł kelner, znajoma twarz, który powitał nas wymuszonym uśmiechem. – Jak zwykle?
– Tak – odpowiedział Enzo, oddając menu. Skinęła głową i zostawiła nas samych, z niczym więcej niż napięciem, które ze sobą przynieśliśmy.
– Myślałam – zaczęłam, bawiąc się serwetką w dłoniach. – O tym, co powiedziałeś… o tym ultimatum. To dużo do przetrawienia w ciągu 48 godzin, Enzo. Nie wiem, czy chcę znowu wp






