Kiedy szliśmy, natknęliśmy się na letni festyn w małym parku. Kolorowe serpentyny trzepotały na wietrze, a lampiony zdobiły stragany i drzewa, tworząc magiczną atmosferę. Powietrze wypełniał śmiech i muzyka, żywy kontrast dla spokoju pobliskiego oceanu.
– Wow – wyszeptałam, chłonąc wzrokiem ten tętniący życiem widok. – To jest piękne.
Enzo uśmiechnął się, a jego dłoń odnalazła moją. – Nie co dzień






