Nina
– No już, chodź – powiedział Enzo łagodnie, odsuwając się od naszego uścisku. – Wejdźmy do środka.
Skinęłam głową, pozwalając Enzo wziąć mnie za rękę. Powoli wracaliśmy w kierunku tętniącego życiem przyjęcia, gdzie muzyka, śmiech i wibrująca energia uroczystości stopniowo na nowo opanowywały nasze zmysły. To był mały szok po pobycie w cichym, spokojnym lesie, ale nie był całkowicie niepożądan






