~LUCA~
Świt był łagodny, muskając srebrem ziemie stada. Świat wydawał się cichy, niemal nabożny, jakby wiedział, co przetrwaliśmy, i wstrzymywał oddech.
Siedziałem obok Delilah na brzegu małego jeziora za naszym domem, dyndając nogami nad wodą. Oparła głowę na moim ramieniu i po raz pierwszy od tygodni poczułem coś na kształt spokoju.
– Wydajesz się inny – powiedziała cicho, kreśląc palcami leniwe






