Andrius dostrzegł lukę w obronie i uderzył jednego z nich potężnie w klatkę piersiową, niemal natychmiast pozbawiając go przytomności.
Po pierwszym przyszedł drugi, a potem trzeci...
Kolejni ludzie odnosili rany.
Z każdym powalonym przeciwnikiem presja wywierana na Andriusa znacznie malała, co dawało mu większe szanse na obezwładnienie pozostałych.
Minęło dziesięć minut.
Scena była niezwykle bruta






