Wszyscy wyglądali tak drapieżnie, jakby chcieli pożreć Andriusa żywcem.
Andrius odparł po prostu: – Upadek rodziny Conerych jest nieunikniony.
– Niegdyś stary pan Conery był chociaż generałem. Stał dumnie i z podniesioną głową, budząc szacunek.
– Ale wy wszyscy...
– Wasze kolana zmiękły, a wasze kręgosłupy zostały złamane! Chętnie i z radością całujecie innych w t*łki...
– Nigdy nie widziałem tak






