– Rodzina Arnoldów ma prywatnego lekarza, który jest równie wykwalifikowany co specjaliści w naszym szpitalu. Pacjentka osobiście poprosiła o wypis. Pan Arnold osobiście chciał zabrać ją do domu, więc nie mogliśmy nic zrobić – powiedziała pielęgniarka.
Jadie bawiła się bukietem słoneczników w dłoniach. – Jaka szkoda. Kupiłam ulubione kwiaty Madelyn, a jej tu nie ma.
– Ale myślę, że ten pan Arnold






