– Jadie, proszę, wyjdź – powiedziała zimno Madelyn. – Wszyscy wyjdźcie. Mój ojciec potrzebuje odpoczynku, a wy mu przeszkadzacie. – Odwróciła się, nie zwracając już na nich uwagi, niezainteresowana obserwowaniem, jak dalej odgrywają swoją szopkę.
– Madelyn... – zaczęła Rosario; jej oczy były przepełnione smutkiem, w jakiś sposób czyniąc z Madelyn czarny charakter, jakby ta zrobiła coś niewybaczaln






