*Garret*
Księżyc lśnił nad nami, gdy wkroczyliśmy na plac, na którym grała głośna muzyka z okazji świętowania nadejścia dziecka. Byłem szczęśliwszy, niż potrafiłbym to wyrazić, a gdy spojrzałem w oczy mojej Luny, serce zabiło mi mocniej. Wszystko było tak, jak powinno.
Pochyliłem się, by złożyć pocałunek na jej ustach, zamykając oczy i rozkoszując się jej zapachem. Zgromadzone wokół nas stado wiwa






