CHLOE
– Przykro mi, proszę pani, ale jestem tu po to, żeby kogoś odebrać. Nie mogę pani podwieźć za darmo, jeśli o to pani pyta. – Z trudem powstrzymywałam śmiech, słuchając słów Arthura, jednego z najstarszych strażników mojego ojca. Jego wzrok omijał mnie, przeskakując za moje ramię, w poszukiwaniu osoby, którą miał odebrać z lotniska.
– Wiem. Zostałeś tu przysłany, żeby odebrać Chloe Vance, prawda? To ja, Arthurze.
Jego oczy zwęziły się podejrzliwie. – Wciąż mi pani nie powiedziała, skąd zna pani moje imię. I... I jak może pani być Chloe? To niemożliwe. – Pokręcił głową. – Chloe jest...
– Brzydka? – Dokończyłam za niego z szerokim uśmiechem na twarzy.
Zmarszczył brwi i pokręcił głową. W tamtych czasach Arthur był jedyną osobą, która nigdy nie potrafiła nazwać mnie brzydką. Należał do nielicznych, którzy dbali o moje uczucia, a nawet teraz, w rozmowie z nieznajomą, wciąż nie mógł przejść mu przez gardło ten wyraz.
Roześmiałam się. – Cóż, a czy pomogłoby, gdybym przypomniała ci, że twoją ulubioną zupą była zupa z dyni piżmowej, a ty i mała Chloe grywaliście w węże i drabiny?
W jego oczach rozbłysło rozpoznanie. Szczęka opadła mu ze zdumienia.
– Bogini Księżyca miej litość! Chloe, to naprawdę ty! – Rozłożył ramiona, a ja bez wahania rzuciłam się w jego ciepłe objęcia.
Kiedyś Arthur i ja rzadko spędzaliśmy czas razem, ale zawsze dbał o to, by te nieliczne chwile były wartościowe. Był dla mnie najbliższy komuś, kogo mogłabym nazwać rodzicem.
– Jak to możliwe? – zapytał, po tym jak dowiedział się, co u mnie słychać. – Twoja twarz... Mój Boże! Wyglądasz zjawiskowo! Nie było cię zaledwie pięć lat i... Ja... nie mogę w to uwierzyć.
– To długa historia, Arthurze. Ale na razie powiedzmy po prostu, że los postanowił się do mnie uśmiechnąć.
– Och, Chloe! Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę na twój widok. Jestem pewien, że twój ojciec będzie zachwycony widząc, że nie jesteś już... nie-piękna. – Zaśmiałam się z jego próby uniknięcia słowa „brzydka”.
Cóż, jeśli chodzi o mojego ojca, w duchu przewróciłam oczami. Czułam lekki smutek, że po pięciu latach zostałam zmuszona do powrotu tutaj właśnie przez niego. Moje życie w Bozeman było idealne.
– Tutaj. Zaniosę to do samochodu – powiedział Arthur, przejmując mój bagaż.
– Idź, a ja dołączę do ciebie w aucie. Muszę odebrać dodatkowy bagaż. Nie martw się, uwinę się z tym raz-dwa.
Odwróciłam się i zdążyłam zrobić zaledwie trzy kroki, gdy Arthur zwrócił moją uwagę: – Coś ci upadło.
Spojrzawszy na podłogę, dostrzegłam wydruk USG. Serce podeszło mi do gardła, gdy szybko kucnęłam, by go podnieść.
Arthur przyglądał mi się ze zdziwieniem. Oczywiście zobaczył zdjęcie rentgenowskie i zapewne zastanawiał się, dlaczego do diabła miałam coś takiego w tylnej kieszeni.
Och, Chloe. Nie mogłaś być trochę ostrożniejsza?
– To... to nie moje – odchrząknęłam, mając nadzieję, że moje kłamstwo brzmiało wiarygodnie. Kto w końcu nosił w tylnej kieszeni zdjęcia rentgenowskie płodów?
Wsunąwszy je z powrotem do kieszeni, odeszłam pośpiesznie.
.....
Czekałam przy punkcie odbioru bagażu, trzymając ręce skrzyżowane na piersi. Mój dodatkowy bagaż miał zostać mi dostarczony lada chwila.
Gdy tak bezczynnie czekałam, przez moją głowę przemykały niepokojące myśli. Ojciec chciał mojego powrotu do domu z dwóch powodów. Pierwszym z nich było całkowite zerwanie więzi z Sebastianem.
W naszym świecie, kiedy dwoje wilków łączyło się ze sobą, wiązali wstążkę na znak swojego związku i przechowywali ją w świątyni. Kiedy więc chcieli się rozstać, proces ten składał się z dwóch etapów. Najpierw musieli słownie wyrzec się bycia swoimi przeznaczonymi, a następnie wspólnie przeciąć wstążkę.
Po tym, jak Sebastian wyrzekł się mnie jako swojej przeznaczonej, nie mieliśmy okazji spotkać się ponownie. Splot okoliczności sprawił, że wyjechałam. Ale teraz desperacko zależało mu na dopełnieniu ostatnich kroków. Najwyraźniej wybrał nową partnerkę, ale nie mógł jej zaakceptować, dopóki wciąż był częściowo związany ze mną.
Cóż, z niecierpliwością czekałam na dzień, w którym będę mogła skończyć z tym dupkiem. Należał do mojej przeszłości, a ta głupia wstążka była ostatnią rzeczą, która nas łączyła.
– Przepraszam panią. Prosiłbym o chwilę uwagi – powiedział ktoś za moimi plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam dobrze zbudowanego mężczyznę w czarnym garniturze, mającego na nosie ciemne okulary. Nie trzeba było mi tłumaczyć, że był to ochroniarz.
– W czymś pomóc? – Zmarszczyłam brwi.
– Poniekąd. Tamten Alfa żąda spotkania z panią.
Spojrzałam tam, gdzie wskazał – na mini bar – ale nie widziałam mężczyzny, o którym mówił. Jego twarz była zasłonięta przez kontuar.
Zwalczyłam chęć przewrócenia oczami. Ostatnimi czasy bywało to męczące. Najwyraźniej nigdy nie miał nadejść dzień, w którym mogłabym wyjść z domu, nie przyciągając uwagi płci przeciwnej.
– Spieszę się. Proszę mu przekazać, że mi przykro – odpowiedziałam.
Szczęka strażnika zacisnęła się. – Nie może go pani zignorować. – Z jego tonu wyczytałam niewypowiedziane słowa: On jest potężnym Alfą. Nie można tak po prostu zignorować jego żądania.
Ale ja naprawdę nie byłam zainteresowana poznawaniem kogokolwiek. – Przykro mi. Naprawdę.
Odwróciłam wzrok. Ignorowanie wezwania Alfy było brakiem szacunku. W świecie, w którym pozycja w hierarchii miała znaczenie, mógł on być jednym z tych potężnych i mógłby surowo mnie ukarać, ale ja naprawdę nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.
– To Alfa Sebastian ze stada Bloodmoon – dodał strażnik, jakby chciał mnie zachęcić. Nie miał jednak pojęcia, że właśnie otworzył stare rany.
Moje oczy spoczęły na nim, a następnie szybko powędrowały w stronę baru, gdzie siedział mężczyzna. Sebastian? Mój były przeznaczony, Sebastian? Ten, z którym miałam tu wszystko ostatecznie zakończyć? Nie ma mowy.
Moja klatka piersiowa zacisnęła się z bólu i tylko najwyższym wysiłkiem woli powstrzymałam emocje.
– Tym większy powód, by się z nim nie spotykać – mruknęłam, odwracając się.
– Mówiła pani coś?
– Powiedziałam, że się z nim nie spotkam – wycedziłam słowa, wbijając paznokcie w dłonie.
Strażnik rzucił mi pełne dezaprobaty spojrzenie, po czym odszedł, a ja wypuściłam z płuc drżący oddech.
No dobrze, gdzie u licha podziewał się mój bagaż?
Zaczepiłam jednego z pracowników i zażądałam aktualnych informacji, a on zapewnił mnie, że bagaż pojawi się tu w każdej chwili.
Niestety, nie byli wystarczająco szybcy, gdyż wkrótce ujrzałam zbliżającego się do mnie Sebastiana.






