Stałam obok specjalistycznej maszyny do dializ, monitorując parametry życiowe Williama Haxtona na ekranie. Ciemna toksyna wciąż przepływała przez rurki, będąc dowodem na to, że trucizna powoli opuszcza jego organizm. Oczy piekły mnie od wpatrywania się w monitory przez – zerknęłam na zegarek – już dwie godziny bez przerwy.
Ruch w drzwiach przykuł moją uwagę. Stał tam Ethan Haxton, jego ramiona był






