Pogrzebałam w kieszeni i wyciągnęłam kryształ ametystu. Ciemnofioletowy kamień chwycił światło, rzucając na moją dłoń załamane, fiołkowe promienie. Philip Thornton stał w pobliżu wejścia na taras, pogrążony w rozmowie z Walterem Morrisonem. Idealny moment.
– Rektorze Thornton – powiedziałam, podchodząc do nich. – Przyniosłam panu coś.
Wyciągnęłam kryształ ametystu. – Na pana dolegliwości sercowe.






