Ryk Franka wciąż odbijał się echem w małym salonie, gdy zapadła cisza. Jade obserwowała go z lekkim zainteresowaniem, zauważając, jak żyły na jego szyi wystąpiły niczym postronki. Jego twarz przybrała niepokojący odcień czerwieni, ale w jego oczach było coś, co widywała rzadko – determinacja.
– Ty. – Frank wskazał na Archera Sullivana drżącym palcem. – Dziecko jest moje. Znalazłem ją, wychowałem i






