Jadalnia rezydencji Haxtonów w Wigilię lśniła gustownym przepychem. Kryształowe żyrandole rzucały ciepły blask na mahoniowy stół zastawiony delikatną porcelaną i srebrnymi sztućcami. Zapach pieczonego indyka i świeżej sosny z niemal czterometrowej choinki mieszał się w powietrzu.
William Haxton siedział u szczytu stołu, jego twarz była wychudzona, ale oczy bystre jak zawsze. Mimo choroby zachował






