Kapitan przemknął obok mnie do pokoju Ethana, z nosem głęboko zanurzonym w mojej na wpół otwartej torbie. Zanim zdążyłam go powstrzymać, grzebał już w moich rzeczach, merdając ogonem, jakby znalazł zakopany skarb.
— Kapitan, wyjdź stamtąd! — zawołałam, ale zignorował mnie całkowicie, kręcąc tyłkiem z podniecenia, gdy kopał głębiej.
Z triumfalnym „wuf” wynurzył się z jaskrawożółtą piłką tenisową za






