Podziemny klub walki pulsował elektryzującą energią. Mężczyźni wykrzykiwali liczby w poprzek słabo oświetlonej przestrzeni, wymachując garściami gotówki. Powietrze cuchnęło potem, tanią wodą kolońską i desperacją. W centrum, na prowizorycznym ringu, krążyło wokół siebie dwóch zakrwawionych wojowników, niczym wygłodniałe wilki, a ich twarze były plątaniną rozcięć i siniaków.
Stałam z tyłu tłumu, z






