POV: Declan
Agresywna, niezwykle wroga rozmowa o przejęciu, dotycząca ekspansji na rynek azjatycki, pochłonęła dokładnie piętnaście minut jego poranka. Kiedy Declan w końcu się rozłączył, wsuwając telefon z powrotem do kieszeni uszytego na miarę garnituru, spodziewał się, że sprawa na trawniku zostanie czysto i ostatecznie zakończona.
Zamiast tego Sebastian stał na trawie zupełnie sam.
Dłonie jego radcy prawnego były puste, a rozległe tylne drzwi Posiadłości Belvedere pozostawały szczelnie zamknięte.
Ciemne brwi Declana zsunęły się ze sobą. Nieznane, ostre ukłucie niepokoju przebiło się przez jego drobiazgową, korporacyjną powściągliwość. "Gdzie ona jest? Czy zakwestionowała parametry finansowe?"
Sebastian potarł nasadę nosa, wypuszczając głośno powietrze. "Odmówiła wzięcia długopisu, Dec."
Mięsień w pobliżu kącika zaciśniętej szczęki Declana drgnął gwałtownie. "Harmonogram wymaga jej dzisiejszego podpisu, Sebastianie."
"Sugeruję, żebyś dostosował swój nieskazitelny harmonogram," doradził sucho Sebastian, odrzucając wszelkie zawodowe pozory. "Wizualnie rozłożyła na czynniki pierwsze twój 'hojny' plan podróży, bezbłędnie wydedukowała jednoznaczne implikacje biletu w jedną stronę, wyrwała całą umowę i wróciła do środka. Zamierza ją przeanalizować pod kątem porozumienia założycielskiego. A biorąc pod uwagę, że porzuciłeś spotkanie, by negocjować fuzję, szczerze wątpię, by była skłonna do pośpiechu dla twojej osobistej wygody."
Declan wpatrywał się intensywnie w rozległą rezydencję, szukając śladu ruchu za przyciemnianymi szybami. Nieprzenikniona cisza posiadłości nagle wydała mu się niezwykle wroga.
Przez trzy lata Sera była bezbłędnie ugodowa. Cicha. Skromna. Nieskończenie posłuszna. To nagłe, ostre odstępstwo od jej ustalonej normy wyprowadziło z równowagi jego wysoce logiczny umysł.
"Była zrozpaczona?" zapytał krótko Declan. "Płakała?"
"Nie," odparł Sebastian, przyglądając się swojemu najstarszemu przyjacielowi wysoce krytycznym wzrokiem. "Była zimna. Wyrachowana. Wspomniała o poprawce. Ostrzegałem cię, Dec. Jeśli twoim ostatecznym celem jest potajemne zresetowanie tej niepewnej relacji poprzez prawne wymazanie duszącego kontraktu, zaczynasz cały proces od tyłu. Bilet w jedną stronę wygląda jak permanentna deportacja, a nie wielki romantyczny gest mający na celu wyczyszczenie karty."
Declan zjeżył się. "Ten kontrakt to toksyczna zależność. Ona potrzebuje ostatecznego zerwania formalnej więzi, aby docenić faktyczną głębię mojego zaangażowania, kiedy spotkam się z nią w Rzymie. Włoski plan podróży został zaprojektowany tak, aby zapewnić jej gniewowi niezbędną przestrzeń do oddechu."
Sebastian prychnął. "Zarządzasz kruchym małżeństwem jak wrogim przejęciem korporacji. To skończy się katastrofalną porażką."
Declan nie zaszczycił tego oskarżenia odpowiedzią. Szedł już szybkim krokiem w stronę silnie strzeżonego, głównego wejścia do Posiadłości. Zamierzał fizycznie obejść jej nagły, niespodziewany opór, po prostu żądając natychmiastowego podporządkowania.
Ciężkie mahoniowe drzwi ustąpiły pod jego dotykiem. Rozległe marmurowe foyer było nieskazitelnie czyste i całkowicie ciche.
Nie zawołał jej po imieniu. Pokonywał wspaniałe schody po dwa stopnie naraz, kierując się prosto do głównego apartamentu. W pełni oczekiwał, że zastanie ją siedzącą na brzegu łóżka, uważnie rozszyfrowującą prawniczy żargon.
Zamiast tego przestronna sypialnia była pusta. Łóżko było bezbłędnie zaścielone.
Declan ostrożnie wszedł do przylegającej, luksusowej łazienki. Gładkie, lustrzane powierzchnie odbiły jego napiętą twarz. Otworzył apteczkę.
Małe, wysoce uporządkowane okrągłe opakowanie z jej tabletkami antykoncepcyjnymi leżało dokładnie tam, gdzie zawsze. Ale czegoś całkowicie, bezpowrotnie brakowało.
Niezwykle droga, wykonana na specjalne zamówienie obrączka ślubna, którą kupił trzy lata temu, by sformalizować ich układ, leżała całkowicie porzucona, połyskując obok jaskrawo pokolorowanych tabletek. Ciężki, symboliczny pierścionek został niedbale odrzucony.
Uczucie przypominające potężny, fizyczny cios prosto w mostek wstrząsnęło klatką piersiową Declana.
Ona nie tylko formalnie odrzuciła na dole ugodę rozwodową. Ona już go emocjonalnie amputowała.






