languageJęzyk

Rozdział 8

Autor: Violet Hart5 kwi 2026

POV: Sera

Ekstrawaganckie, wysadzane diamentami przyjęcie zaręczynowe szybko przeradzało się w duszącą, wyczerpującą pułapkę. Za każdym razem, gdy Sera pewnie przemierzała pluszowy dywan, lekko konwersując z prawnikami i magnatami technologicznymi, żywo odczuwała widmowy, palący żar jastrzębiego wzroku Declana wbitego w jej kręgosłup.

Przez trzy długie lata była jego piękną, idealnie dekoracyjną ozdobą. Ale dziś, z podrobionym podpisem na jej dokumentach rozwodowych bezpiecznie zdeponowanym, odgrywała zupełnie nową rolę: wyzwolonego ducha, który po prostu czekał, aż tykający zegar wreszcie wybije zero.

Kiedy Victoria, promienna przyszła panna młoda, radośnie zebrała wszystkich na środku ogromnej sali, by z entuzjazmem zaprezentować swoje prezenty, Sera usiadła swobodnie na oparciu aksamitnego fotela.

Temperatura otoczenia w sali natychmiast drastycznie spadła. Declan bezszelestnie wyłonił się z wiwatującego tłumu niczym mroczna, niezwykle elegancka zjawa. Stanął złowieszczo blisko za nią, a jego duża sylwetka całkowicie odgrodziła ją, opierając o fotel, a jego ciepło promieniowało przez cienki szyfon jej sukienki.

"Nie powinnaś być tak celowo zdystansowana w miejscach publicznych," głęboki, chropowaty głos Declana celowo musnął bardzo wrażliwą skórę jej ucha, wysyłając mimowolny, zdradziecki dreszcz biegnący w dół jej bladej szyi. "To ci nie przystoi."

Sera zacisnęła zęby, odmawiając mu satysfakcji ze spojrzenia wstecz. *Nie przystoi*. Właśnie siłą, z mocą prawa wygnał ją ze swojego lukratywnego, nieskazitelnego życia, a mimo to wciąż posiadał czystą, monumentalną arogancję, by żądać jej bezwzględnego posłuszeństwa i uległej perfekcji na oczach swoich bogatych rówieśników.

Sala nagle eksplodowała głośnymi oklaskami. Victoria właśnie z podekscytowaniem odpakowała prezent od Sery.

"O mój boże," Victoria głośno wciągnęła powietrze, trzymając w górze nieskazitelne, w twardej oprawie wydanie *Born Light & Dark*. "Jak to zdobyłaś? Pierwsze wydanie jest absolutnie wyprzedane wszędzie!"

"Od Sereny i Declana," Victoria radośnie przeczytała na głos dołączoną kartkę.

Usta Sery wykrzywiły się w ostrym, usatysfakcjonowanym uśmiechu. Wiedziała dokładnie, co w rzeczywistości było napisane na grubym kartonie. Imię Declana rzucało się w oczy brakiem w jej eleganckim, zaokrąglonym piśmie.

"Otwórz przednią okładkę," poinstruowała gładko Sera, a jej głos bez trudu przebił się przez ekstatyczny gwar. Celowo ignorowała mroczną, posępną obecność miliardera górującego bezpośrednio za nią.

Wypielęgnowane dłonie Victorii wyraźnie drżały, gdy ostrożnie odsłoniła wewnętrzną stronę okładki. "'Szczęśliwych zaręczyn... Niech wasza miłość wiecznie lśni... Sloane Valentine.'" Oczy Victorii rozszerzyły się do rozmiarów nieskazitelnych spodków. "To fizycznie podpisane! Ty naprawdę osobiście znasz Sloane Valentine?"

"Chodziłyśmy razem na studia," skłamała bez wysiłku Sera, posyłając nieskazitelny uśmiech, który nie zdradzał nic z jej bardzo udanej, tajnej tożsamości. "Jest niesamowicie intensywną samotniczką. Niezwykle trudną do wyśledzenia. Ale wykorzystałam ogromną przysługę wyłącznie dla ciebie."

Cała sala natychmiast zabrzęczała wysoce spekulacyjnymi pomrukami. Kilka bogatych, słynących z krytycyzmu żon nagle spojrzało na Serę z nowo odkrytym, wyrachowanym szacunkiem.

Duża, ciężka dłoń Declana opadła swobodnie, ale stanowczo na nagie, drżące ramię Sery. Jego kciuk gładził delikatną krzywiznę jej obojczyka w zabójczym, niezaprzeczalnie zaborczym rytmie, który całkowicie przeczył jego korporacyjnym dokumentom eksmisyjnym. Skóra Sery gwałtownie zapłonęła od tego intymnego kontaktu. Uderzające przeciwieństwo jego publicznego, wysoce zaborczego dotyku w zestawieniu z ponurą rzeczywistością ich podpisanego rozwodu, wywołało niebezpieczne, duszące napięcie prosto w jej klatce piersiowej.

Nagle wstała, zrzucając jego ciężką dłoń całkowicie ze swojej skóry. "Wychodzę," mruknęła wyłącznie do niego, a jej głos niewiele przekraczał zabójczy szept.

Złożyła pannie młodej serdeczne gratulacje i celowo wymaszerowała z zatłoczonego penthouse'u, nie czekając na odpowiedź. Desperacko pragnęła chłodnego, dającego oddychać azylu na cichym, zewnętrznym korytarzu. Sam wysiłek, jakiego wymagało utrzymanie lodowatej, obojętnej fasady w sąsiedztwie jego obezwładniającej grawitacji, aktywnie ją wyczerpywał.

Ale w dokładnie tym momencie, gdy wyciągnęła rękę, naciskając świecący przycisk przywołania windy, ciężkie drewniane drzwi penthouse'u z siłą otworzyły się za nią.

"Zdecydowanie nie powinnaś wychodzić bez mojej wyraźnej zgody," głos Declana był niskim, gniewnym, wibrującym pomrukiem. Był mocno zabarwiony wysoce niebezpieczną, dziką nutą, jakiej nigdy w ogóle nie słyszała poza ich sypialnią. "To niezwykle nieuprzejme, biorąc pod uwagę publiczność."

"Dlaczego?" rzuciła zawzięcie Sera, odwracając się gwałtownie, by napotkać jego mroczne, wściekłe spojrzenie. Jej oczy płonęły długo tłumioną, wybuchową furią. "Przybyliśmy całkowicie osobno. Wracaj do środka i graj w swoje żałosne, starannie wyreżyserowane gierki. To nie tak, że atrament na naszym rozwodzie nie wysycha w błyskawicznym..."

Zanim śmiercionośne słowo na literę R zdążyło w pełni opuścić jej usta, by głośnym echem odbić się w wysoce publicznym korytarzu, Declan gwałtownie się poruszył.

Rzucił się naprzód jak atakująca żmija. Jego niewiarygodnie wielka dłoń zacisnęła się bezlitośnie wokół jej wąskiej talii. Gwałtownie pociągnął ją do tyłu, agresywnie mijając polerowaną windę i wpychając ją z siłą przez ciężkie, przemysłowe drzwi przeciwpożarowe na przyległą klatkę schodową.

Ciężkie stalowe drzwi zatrzasnęły się niszczycielsko za nimi, głośno odcinając skoczną muzykę z imprezy, natychmiast zamykając ich intymnie w półmroku, w echu betonowej izolacji.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 8: Rozdział 8 - Pocałunek, który nas zakończy. | StoriesNook