PUNKT WIDZENIA ATASHY
– Dokąd idziemy? – zapytałam, nie dlatego, że spieszyło mi się, by wiedzieć. Szczerze mówiąc, bardziej martwiłam się o niego niż o cel podróży. Niesienie mnie w ten sposób, wtulonej w jego ramiona, podczas gdy brnął przez śnieg, musiało być wyczerpujące.
Wydawało się, że poruszamy się od godzin, choć straciłam poczucie czasu. Część mnie chciała zapytać wprost, czy jest zmęczo






