Tymczasem Layla wyszła z willi i udała się na róg ulicy. Wsiadła do samochodu.
Przez długi czas nie potrafiła się uspokoić. Po zajęciu miejsca w aucie nie wydała kierowcy polecenia, by ruszał. Po prostu spuściła głowę i pozwoliła łzom płynąć, mocząc trzymaną w dłoni jedwabną chusteczkę.
Widząc Laylę w takim stanie, kierowca zapytał z troską: "Proszę Pani, co się stało?"
"Nic." Layla machnęła ręką.






