Poczucie winy ukłuło sumienie Stelli. Skłamała. Między nią a Jordanem nie było miłości – tylko obopólna korzyść, lina ratunkowa, której desperacko się chwyciła.
Życie z rodziną Hayesów było duszące, jak powolna trucizna. Bała się, że pewnego dnia może pęknąć – skoczyć z krawędzi, połknąć butelkę tabletek. Małżeństwo z Jordanem było jej jedyną ucieczką.
– Babciu, powinnaś nas wkrótce odwiedzić – za






